THE BOOK OF EIBON
Cóż ja mogę napisać na temat tego
tomiku? Znów wydawnictwo Chaosium. Znów format octavo i dziwna ilustracja na
okładce. W środku prawie żadnych ozdobników graficznych, poza mapą Mhu-Thulan i
Ultima Thule, czyli Hyperborei (lecz nie tej Howardowskiej z Conana!? –
wszystko na to wskazuje). Co jeszcze? Clark Ashton Smith, Lin Carter i kilku
innych autorów. Pięć rozdziałów.
Właściwie mógłbym zakończyć na
tym recenzję, gdyż reszta moich przemyśleń na temat tej książki byłaby samymi
superlatywami. Lecz z kronikarskiego obowiązku postaram się pochylić nad tym
najlepszym, przynajmniej z tych które czytałem, tomików z linii Chaosium
Fiction.
Histories of the Elder Magi,
Episodes of Eibon of Mhu Thulan, Papirus of Th Dark Wisom, to wprost wypakowane
po brzegi rozdziały, który tematyka jest bardzo jednolita, ale być może w tym drzemie
jest jej siła. Otóż niemal każde opowiadanie, traktuje o jakimś czarowniku,
egzorcyście, nekromancie i jego spotkaniach z nieznanym. Lecz, dla porządku.
Można tutaj natrafić na postacie zarówno ludzkie, jak i przedludzkie, jak
wężowych ludzi, czy plugawych Voormisów, oczywiście niemałą rolę odgrywa tutaj
sam tytułowy Eibon. Każda z tych historii opowiada o wydarzeniach, które są
powiązane z Mitami Cthulhu. Zatem mamy niby podobny motyw, jak w klasycznych
opowiadaniach Mistrza (Howarda Phillipsa Lovecrafta), lecz że świat jest w
innym swoim punkcie i magia jest wszechobecna, a zatem jej wykorzystanie
bardziej... Powszechne? Tak. Powszechne. Większość spotkanych bóstw należą do
CASowskiego panteonu. To dobrze. Przynajmniej nasz mackowaty przyjaciel nie
jest tutaj tak mocno eksploatowany. Wszystko to jest wypełnione takim klimatem
i napisane z takim rozmachem, a jednocześnie z wielkim poszanowaniem wizji
Klarkash-tona, iż nie sposób oderwać się od tych pierwszych trzech rozdziałów.
Kiedy jednak je miniemy, dwa
następne nie ustępują im w niczym. Psalms of the Silent, są wypełnionym poetyką
rozdziałem, gdzie to co tak atmosferyczne na poprzednich stronach tekstów,
tutaj zostało zaklęte w strofach tak pięknych i delikatnych, iż trudno coś
więcej powiedzieć. Trzeba to przeczytać.
Ostatni rozdział, który serce
moje raduje, to Eibionic Rituals, który jest po prostu pomocą przy tworzeniu
przygód do Zewu Cthulhu. Wszak są tutaj dokładne opisy nie tylko czarów, ale ich
składników. Mając coś takiego, można niesamowicie urozmaicić rozgrywkę w Zew
Cthulhu. To jest dodatkowy plus tego i tak wspaniałego już tomu.
Robert M. Price dorzucił tutaj
znów coś od siebie i kilka opowiadań wyszło spod jego pióra. Nie odstają
poziomem od pozostałych. A trzeba przyznać, iż ten tomik ma bardzo, ale to
bardzo wyrównany i wysoki dodajmy, poziom. Oczywiście CASa nikt nie przebije z
jego sardonicznym humorem i delikatnym operowaniem piórem.
![]() |
| Okładka, pomiędzy edycjami prawie się nie różni. |
Jakby na to nie spojrzeć. Clark
Ashton Smith stał się jednym z moich „najulubieńszych” autorów. Lin Carter
również, za bardzo sympatyczne podejście do tematu, bez Derlethowskiego
zacięcia (które tak bardzo mi w tym ostatnim przeszkadza). Zatem czy mamy do
czynienia z tomem doskonałym? Nie. Dlatego, że jest zdecydowanie za krótki!
Uważam, że gdyby miał jeszcze więcej treści, byłby lepszy! Musisz zaopatrzyć
się w ten tom. To prawdziwa uczta.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz