środa, 11 lipca 2018

1.3. - The Book of Eibon

THE BOOK OF EIBON

Cóż ja mogę napisać na temat tego tomiku? Znów wydawnictwo Chaosium. Znów format octavo i dziwna ilustracja na okładce. W środku prawie żadnych ozdobników graficznych, poza mapą Mhu-Thulan i Ultima Thule, czyli Hyperborei (lecz nie tej Howardowskiej z Conana!? – wszystko na to wskazuje). Co jeszcze? Clark Ashton Smith, Lin Carter i kilku innych autorów. Pięć rozdziałów.

Właściwie mógłbym zakończyć na tym recenzję, gdyż reszta moich przemyśleń na temat tej książki byłaby samymi superlatywami. Lecz z kronikarskiego obowiązku postaram się pochylić nad tym najlepszym, przynajmniej z tych które czytałem, tomików z linii Chaosium Fiction.

Histories of the Elder Magi, Episodes of Eibon of Mhu Thulan, Papirus of Th Dark Wisom, to wprost wypakowane po brzegi rozdziały, który tematyka jest bardzo jednolita, ale być może w tym drzemie jest jej siła. Otóż niemal każde opowiadanie, traktuje o jakimś czarowniku, egzorcyście, nekromancie i jego spotkaniach z nieznanym. Lecz, dla porządku. Można tutaj natrafić na postacie zarówno ludzkie, jak i przedludzkie, jak wężowych ludzi, czy plugawych Voormisów, oczywiście niemałą rolę odgrywa tutaj sam tytułowy Eibon. Każda z tych historii opowiada o wydarzeniach, które są powiązane z Mitami Cthulhu. Zatem mamy niby podobny motyw, jak w klasycznych opowiadaniach Mistrza (Howarda Phillipsa Lovecrafta), lecz że świat jest w innym swoim punkcie i magia jest wszechobecna, a zatem jej wykorzystanie bardziej... Powszechne? Tak. Powszechne. Większość spotkanych bóstw należą do CASowskiego panteonu. To dobrze. Przynajmniej nasz mackowaty przyjaciel nie jest tutaj tak mocno eksploatowany. Wszystko to jest wypełnione takim klimatem i napisane z takim rozmachem, a jednocześnie z wielkim poszanowaniem wizji Klarkash-tona, iż nie sposób oderwać się od tych pierwszych trzech rozdziałów.

Kiedy jednak je miniemy, dwa następne nie ustępują im w niczym. Psalms of the Silent, są wypełnionym poetyką rozdziałem, gdzie to co tak atmosferyczne na poprzednich stronach tekstów, tutaj zostało zaklęte w strofach tak pięknych i delikatnych, iż trudno coś więcej powiedzieć. Trzeba to przeczytać.

Ostatni rozdział, który serce moje raduje, to Eibionic Rituals, który jest po prostu pomocą przy tworzeniu przygód do Zewu Cthulhu. Wszak są tutaj dokładne opisy nie tylko czarów, ale ich składników. Mając coś takiego, można niesamowicie urozmaicić rozgrywkę w Zew Cthulhu. To jest dodatkowy plus tego i tak wspaniałego już tomu.

Robert M. Price dorzucił tutaj znów coś od siebie i kilka opowiadań wyszło spod jego pióra. Nie odstają poziomem od pozostałych. A trzeba przyznać, iż ten tomik ma bardzo, ale to bardzo wyrównany i wysoki dodajmy, poziom. Oczywiście CASa nikt nie przebije z jego sardonicznym humorem i delikatnym operowaniem piórem.

Okładka, pomiędzy edycjami prawie się nie różni.



Jakby na to nie spojrzeć. Clark Ashton Smith stał się jednym z moich „najulubieńszych” autorów. Lin Carter również, za bardzo sympatyczne podejście do tematu, bez Derlethowskiego zacięcia (które tak bardzo mi w tym ostatnim przeszkadza). Zatem czy mamy do czynienia z tomem doskonałym? Nie. Dlatego, że jest zdecydowanie za krótki! Uważam, że gdyby miał jeszcze więcej treści, byłby lepszy! Musisz zaopatrzyć się w ten tom. To prawdziwa uczta. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz